Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 85
jąc się znów ponuro. — Ale komu w drogę, to i czas. Kobiety! prędzej, dajcie no co przetrącić. Fidrykowa! ino jak w obraz patrzycie w Józiaka, jakbyście go nie znali, pomóżcie no im, majsterkowo! — wołał kowal zrzucając żwawo fartuch i przywdziewając kapotę.
Rad nierad, Józiak musiał wpakować w siebie sporo jadła, zalać to piwem i miodem. Ostatnie spojrzenie zwracając na Wisłę, kuźnię, podwórko, napis na domku nad facjatką, pożegnawszy rudego Fidryczka, niemowę i wszystkich kowalczyków, z całą czeredą wyruszył w miasto. Ojciec Jakub z Pawłem czekał na niego w klasztorze, gdzie Paweł poszedł odwiedzić prowincjała. Wzięli wszyscy dorożki i wkrótce zajechali do debarkaderu, gdzie jeszcze kilku czeladników, współkolegów wędrowca, zebrało się pożegnać go.
Opatrzność Boża, której tak wzywała dlań Michałka, do której modlił się tak często, widocznie błogosławiła sierocie. Tak liczne grono życzliwych, któremu Paweł dodawał świetności, pozyskane najgodniej tylko własną dobrocią i zacnością, to rodzina, za którą niejeden z tych, co to liczą na setki ciotek, stryjaszków, kuzynów, dalszych i bliższych, oddałby chętnie połowę paranteli, może i całą, prócz matki i ojca, prócz rodzeństwa, którego nikt i nic nie zdoła zastąpić. Zresztą chłopiec tak był zaopatrzony na drogę co do kieszeni i nawet głowy, gdzie przy wrodzonych zdolnościach i nieśmiałości dużo było trafnego pojęcia i sądu o rzeczach, a nawet niejakich wiadomości, które pamięć młodzieńcza wiernie zachowała, że niejeden artysta wybiera się nieraz za granicę dla ukształcenia z mniejszym znacznie zasobem niż ten
Rad nierad, Józiak musiał wpakować w siebie sporo jadła, zalać to piwem i miodem. Ostatnie spojrzenie zwracając na Wisłę, kuźnię, podwórko, napis na domku nad facjatką, pożegnawszy rudego Fidryczka, niemowę i wszystkich kowalczyków, z całą czeredą wyruszył w miasto. Ojciec Jakub z Pawłem czekał na niego w klasztorze, gdzie Paweł poszedł odwiedzić prowincjała. Wzięli wszyscy dorożki i wkrótce zajechali do debarkaderu, gdzie jeszcze kilku czeladników, współkolegów wędrowca, zebrało się pożegnać go.
Opatrzność Boża, której tak wzywała dlań Michałka, do której modlił się tak często, widocznie błogosławiła sierocie. Tak liczne grono życzliwych, któremu Paweł dodawał świetności, pozyskane najgodniej tylko własną dobrocią i zacnością, to rodzina, za którą niejeden z tych, co to liczą na setki ciotek, stryjaszków, kuzynów, dalszych i bliższych, oddałby chętnie połowę paranteli, może i całą, prócz matki i ojca, prócz rodzeństwa, którego nikt i nic nie zdoła zastąpić. Zresztą chłopiec tak był zaopatrzony na drogę co do kieszeni i nawet głowy, gdzie przy wrodzonych zdolnościach i nieśmiałości dużo było trafnego pojęcia i sądu o rzeczach, a nawet niejakich wiadomości, które pamięć młodzieńcza wiernie zachowała, że niejeden artysta wybiera się nieraz za granicę dla ukształcenia z mniejszym znacznie zasobem niż ten
www.nfspolska.pl