Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 81
że dosyć jednego. Idżże, podziękuj jaśnie pani, na dole poczekam na ciebie, uwiń się ino żwawo!
Józiak wkrótce wrócił wzruszony nadzwyczaj. Pani Aniela, co zawsze chętnie dopomogłaby protegowanemu Pawła nie przypuszczając nawet, że był jej naturalnym kuzynem, rozmawiała z nim teraz tak łaskawie, tak się ucieszyła, że u jej męża zostawił kapitalik, tak mu przyjaźnie i delikatnie życzyła wszelkiego powodzenia i rychłego powrotu, że to chłopca nie mogło nie rozrzewnić, nie rozczulić.
Grzybińska, odprowadzając go na wschody, kazała mu w imieniu pani, żeby do niej z zagranicy napisał, gdyby mu czego było potrzeba, i koniecznie wetknęła do ręki zawinięty papierek, który rozwiązawszy znalazł trzy dukaty.
Dnie jeszcze były bardzo krótkie, ostatni pociąg kolei odchodził o piątej, trzeba się było spieszyć. Kilka sprzętów pozostałych po Michałce darował Mateuszowej; rzeczy już popakowanych część miał odnieść do Maciucia, a część złożyć u ojca Jakuba. Co najpotrzebniejsze wziąwszy do felajzy,  przypasał ją po wędrowniczemu na plecy, wsiadł do dorożki i kazał się zawieźć do Powązkowskich rogatek.
Na smętarzu kląkłszy na wilgotnej ziemi, przed mogiłą uwieńczoną nieśmiertelnikami, obwiedzioną żelaznym prętem na słupkach kamiennych, z czarnym krzyżykiem jego własnej roboty, na którym imię, nazwisko i datę śmierci napisał, modlił się długo sierota. Wzywał ducha tej, co mu dawszy życie, na tak krótko tylko pocieszyła samotne serce uczuciem domowego ogniska, familijną serdecznością, której tak pragnął, tak był stworzony na dobrego syna, brata i krewnego, na pracownika w spokojnym kółku rodzinnym, goto-