Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 80
— Ano, niechże go Pan Bóg zachowa, panie budowniczy! I tak idzie między lutrów, gdyby jeszcze zaczął hulać, to byśmy go i nie poznali po powrocie, to jużby nie nasz był Józiak, prawda... dominatio vestra? A jakbyś mi, chłopaczku, zgubił szkaplerze poświęcane, co ci dałem, to mi się na oczy nie pokazuj!
— Nie bójcie się, ojcze Jakubie! Zawsze tu będą przy krzyżyku — rzekł chłopczyna przykładając rękę do serca.
Wszedł nagle Beleński dowiedzieć się o zdrowie Pawła i na prośbę jego przyjął jak najchętniej kapitalik Józiaka, którego uderzające podobieństwo do nieboszczyka stryja żony on pierwszy dopatrzył — ale w dalszy bieg wypadków tyle tylko był wtajemniczony, że pani Aniela, jak się to jej często zdarzało, przez litość i dobroczynność, której nigdy nie stawiał tamy, dopomagała sierocie dając często rozmaite stolarskie roboty w pałacu i płacąc zawsze tyle, co żądał.
Umówiwszy się z Pawłem o godzinę, o której mieli razem odprowadzić wędrowca, ojciec Jakub dostawszy jeszcze parę złotych do puszki od Beleńskiego, co w doskonałym był humorze, wyszedł z Józiakiem i schodząc na pierwsze piętro, powiedział żywo:
— Ano, Bóg widzi, nie przez złość, ale kiedy pani Beleńska coś tam napomknęła o Gulmańcewiczu, dosoliłem mu porządnie, tak jak na to zasłużył, ano i o matce jego nie zapomniałem, nie bój się! A kiedym jej powiedział, że pan Sarmiewicz, Bóg wie za jakie trzy grosze, spłaca po dwieście złotych miesięcznie, to jej łzy w oczach stanęły — poczciwa kobieta! Dała mi tu dla ciebie pamiątkę na drogę, chciała kilka dukatów do tego woreczka włożyćano powiedziałem,
— Nie bójcie się, ojcze Jakubie! Zawsze tu będą przy krzyżyku — rzekł chłopczyna przykładając rękę do serca.
Wszedł nagle Beleński dowiedzieć się o zdrowie Pawła i na prośbę jego przyjął jak najchętniej kapitalik Józiaka, którego uderzające podobieństwo do nieboszczyka stryja żony on pierwszy dopatrzył — ale w dalszy bieg wypadków tyle tylko był wtajemniczony, że pani Aniela, jak się to jej często zdarzało, przez litość i dobroczynność, której nigdy nie stawiał tamy, dopomagała sierocie dając często rozmaite stolarskie roboty w pałacu i płacąc zawsze tyle, co żądał.
Umówiwszy się z Pawłem o godzinę, o której mieli razem odprowadzić wędrowca, ojciec Jakub dostawszy jeszcze parę złotych do puszki od Beleńskiego, co w doskonałym był humorze, wyszedł z Józiakiem i schodząc na pierwsze piętro, powiedział żywo:
— Ano, Bóg widzi, nie przez złość, ale kiedy pani Beleńska coś tam napomknęła o Gulmańcewiczu, dosoliłem mu porządnie, tak jak na to zasłużył, ano i o matce jego nie zapomniałem, nie bój się! A kiedym jej powiedział, że pan Sarmiewicz, Bóg wie za jakie trzy grosze, spłaca po dwieście złotych miesięcznie, to jej łzy w oczach stanęły — poczciwa kobieta! Dała mi tu dla ciebie pamiątkę na drogę, chciała kilka dukatów do tego woreczka włożyćano powiedziałem,
www.nfspolska.pl