Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 78
— Kiedy mam taką prośbę, że dopóty nie wstanę, dopóki mnie pan tego nie zrobi, o co będę prosił.
— Cóż takiego? wstańże, nie bądź dzieckiem! Mów! Paweł podniósł go prawie gwałtem z ziemi.
— Pan budowniczy zawsze dla drugich dobry, a dla siebie zły. Posłał pan dwieście złotych za panią Gulmańcewicz kumowi Szczepanowi i wiem, że co miesiąc będzie pan posyłał, a brak panu i garderoby, i bielizny... Niech się pan tylko nie obrazi! proszę łaski pana.
— Gadaj śmiało!
— Mam ze sobą na drogę kilkaset złotych, to i tak za wiele. Zostaje mi jeszcze tysiąc, który wiem, że by się przydał panu budowniczemu. Jak wrócę to mi pan budowniczy odda... a nie wiem nawet, u kogo by zostawić. Nie pogardź pan! — wyjąkał Józiak zmieszany i zarumienił się jak dziewczyna.
— Więc chcesz niby mi pożyczyć, jak już ofiarowałeś Szczepaniakowi. Opowiadał mi to stary i ucieszyłem się nadzwyczaj, mój bracie, że masz tak poczciwe serce. Sam ci także z serca dziękuję, chociaż korzystać nie będę, bo za parę lat Bóg wie, co stać się może. Nie mam majątku, więc i zapewnienia żadnego; a nużbym umarł, skądbyś odebrał? Tysiąc złotych nie żarty... jeżeli jednak naprawdę chcesz w pewnych rękach zostawić pieniądze, poprosimy pana Beleńskiego i złożymy u niego na procent ośm od sta.
— Pan budowniczy pogardza mną! — rzekł smutno Józiak.
— A to za co? za poczciwość twoję? — zawołał
— Cóż takiego? wstańże, nie bądź dzieckiem! Mów! Paweł podniósł go prawie gwałtem z ziemi.
— Pan budowniczy zawsze dla drugich dobry, a dla siebie zły. Posłał pan dwieście złotych za panią Gulmańcewicz kumowi Szczepanowi i wiem, że co miesiąc będzie pan posyłał, a brak panu i garderoby, i bielizny... Niech się pan tylko nie obrazi! proszę łaski pana.
— Gadaj śmiało!
— Mam ze sobą na drogę kilkaset złotych, to i tak za wiele. Zostaje mi jeszcze tysiąc, który wiem, że by się przydał panu budowniczemu. Jak wrócę to mi pan budowniczy odda... a nie wiem nawet, u kogo by zostawić. Nie pogardź pan! — wyjąkał Józiak zmieszany i zarumienił się jak dziewczyna.
— Więc chcesz niby mi pożyczyć, jak już ofiarowałeś Szczepaniakowi. Opowiadał mi to stary i ucieszyłem się nadzwyczaj, mój bracie, że masz tak poczciwe serce. Sam ci także z serca dziękuję, chociaż korzystać nie będę, bo za parę lat Bóg wie, co stać się może. Nie mam majątku, więc i zapewnienia żadnego; a nużbym umarł, skądbyś odebrał? Tysiąc złotych nie żarty... jeżeli jednak naprawdę chcesz w pewnych rękach zostawić pieniądze, poprosimy pana Beleńskiego i złożymy u niego na procent ośm od sta.
— Pan budowniczy pogardza mną! — rzekł smutno Józiak.
— A to za co? za poczciwość twoję? — zawołał
www.nfspolska.pl