Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 76
— Ale że to w zimie, więc myślałem: trza poczekać do wiosny! Teraz wiosna za pasem.
— Gdzie myślisz iść naprzód?
— Do Krakowa, proszę pana budowniczego, a potem za granicę.
— Ale siadajże! kiedyż wrócisz?
— Chciałbym za dwa, za trzy lata. Sporo warsztatów i robót trza obejrzeć.
— Wszystko to bardzo dobrze, mój bracie! Nie ganię bynajmniej twojej ciekawości, ale jestem prawie przekonany, że musiało ci, Józiaku, przytrafić się niedawno coś takiego, co przyspieszyło ten zamiar.
— Nic, proszę pana budowniczego — odparł smutno chłopczyna.
— Wierzysz przecie, że jestem twoim przyjacielem?
— Ach! byłbym niegodziwym, gdybym nie wierzył! — zawołał Józiak i ze łzami w oczach chciał go pocałować w rękę, którą Paweł wydzierając natychmiast przez chwilą zamilkł, jakby czekał na wyznanie, ale chłopiec nie odezwał się.
— Czy ojcu Jakubowi nic o tym nie wspominałeś przedtem?
— Dopiero dzisiaj rano, proszę łaski pana. Wyszliśmy nawet razem, wstąpił na chwilę z puszką na pierwsze piętro i pewno tu zaraz przyjdzie.