Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 75
Nieśmiało zastukano do drzwi w pierwszym pokoju. Niechętnie poszedł otworzyć. Zoczywszy Józiaka powitał go szczerym okrzykiem:
— A, dawno nie widzianego!
— Przepraszam pana, że może przerywam robotę, ale przyszedłem tylko na chwilę pożegnać się z panem budowniczym i prosić o błogosławieństwo na drogę — rzekł smutno chłopczyna całując go w ramię.
— Gdzież odjeżdżasz? — zapytał Paweł zdziwiony.
— Idę na wędrówkę, jak to zwykle w rzemiośle... czas mi na to, proszę pana budowniczego.
— Siadaj! Ależ teraz najgorsza pora, wilgoć, topiele, zimno jeszcze, poczekaj przynajmniej do końca kwietnia.
— Dla mnie to nic... proszę pana budowniczego. Już mam zaświadczenie od gospody i od cechu, dziś wychodzę.
— Skądże tak nagłe postanowienie?
— O, już dawniej, proszą pana budowniczego, zaraz po śmierci ciotki, kiedy mi strasznie było markotno, że się aż życie przykrzyło, chciałem iść na wędrówkę — odparł z westchnieniem.
— A, dawno nie widzianego!
— Przepraszam pana, że może przerywam robotę, ale przyszedłem tylko na chwilę pożegnać się z panem budowniczym i prosić o błogosławieństwo na drogę — rzekł smutno chłopczyna całując go w ramię.
— Gdzież odjeżdżasz? — zapytał Paweł zdziwiony.
— Idę na wędrówkę, jak to zwykle w rzemiośle... czas mi na to, proszę pana budowniczego.
— Siadaj! Ależ teraz najgorsza pora, wilgoć, topiele, zimno jeszcze, poczekaj przynajmniej do końca kwietnia.
— Dla mnie to nic... proszę pana budowniczego. Już mam zaświadczenie od gospody i od cechu, dziś wychodzę.
— Skądże tak nagłe postanowienie?
— O, już dawniej, proszą pana budowniczego, zaraz po śmierci ciotki, kiedy mi strasznie było markotno, że się aż życie przykrzyło, chciałem iść na wędrówkę — odparł z westchnieniem.
www.nfspolska.pl