Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 7
o wujence. Może się to wszystko da jeszcze naprawić...
— Ano z duszy serca, panie budowniczy! A teraz, wygadawszy się oto, winszuję paniskowi, że z tej wilgoci i świeżyzny w nie dokończonym pałacysku przeniósł się pan tutaj do przyjaciół, co panu prawdziwie życzliwi. Jaśnie pani to zawsze mnie i Józiaka wypytywała o pana, jakby o brata rodzonego. Co to za porządna i bogata familia! I siostra jej, ta panna, widzi się, tak samo poczciwa jak ona — rzekł zakonnik, z życzliwym uśmiechem przyglądając się Pawłowi. — Ano, jak to błogosławieństwo boskie widoczne i w tym życiu, i na tym świecie, panie budowniczy! Czasem oto obetrze się łzę sierocie, poda się mu rękę ino przez dobre serce, bez żadnej myśli o wdzięczności i nagrodzie, bo by w takim razie nie było dobrego uczynku.
I oto ani się spodzieje, jak z powodu tego sieroty Bóg jakoś łaskawie ześle pomyślność i szczęście. W tym oto samym domu, gdzie pan budowniczy mieszka teraz, w tej stancyjce naprzeciwko, w oficynie na trzecim piętrze, rodził się Józiak Sierocki.
— Jak to? — zapytał zdziwiony Paweł, który tyle tylko wiedział o całym wypadku wynalezienia ciotki przez Józiaka co on sam i kum Szczepan. Pani Aniela, dotrzymując słowa zakonnikowi, chociaż nieraz z Pawłem o wspólnym protegowanym mówiła, nie naprowadziła jednak nigdy rozmowy na jakieś domysły o jego urodzeniu.
— Ano tak! jak Bóg w niebie, tak! Panisko ufa mi tak szczerze, i ja dam dowód panu, że mu ufam, i będę tak samo błagał o tajemnicę — odparł ojciec Jakub wyznając całą prawdę przed zdziwionym Pawłem. — Ach! to anioł z pani Beleńskiej — dodał napomykając, jak się szczerze zajęła Józiakiem i poprawieniem jego losu.