Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 6
— Ano, przepraszam pana budowniczego, ale mi się widzi, że zawsze jakoś lepiej ostrożnie niż prędko. Toćże panisku będzie łatwo wywiedzieć się dokumentnie o tym procesie i o Jabłuszce... Ano dopiero będąc pewnym swego, przestrzec i doradzić pani Kontrolerowej... A nuż mi źle powiedzieli, proszę pana budowniczego, toćże pomylić się można.
— Wujenka jest najpoczciwsza... ale skryta nadzwyczaj i zawsze na tym źle wychodziła... Cóż trudnego oszustom czy łotrom tam jakimś podejść ją i odurzyć? Będąc rzeczywiście rozumną nie wie, że najrozumniejsza kobieta może pobłąkać się okropnie w rzeczach, o których nie ma wyobrażenia, i najniewinniej narobić złego.
— Ano, sanctissima veritas, dominatio vestra! Panisko kochane przyzna także, że pan Gulmańcewicz nie powinien dawać lekcji Marcychnie.
— To tam mniejsza! — odparł zamyślony Paweł. — Macie słuszność, nie powinien — rzekł po chwili. — Ojcze Jakubie! mam do was prośbę, jak jej wysłuchacie, będę wam na zawsze obowiązany.
— Ano niech pan budowniczy, co chce, rozkaże.
— O tym, cośmy tu mówili, czy nikt nie wie jeszcze?
— Nikt.
— Ani kum Szczepan?
— Ano... jużci, przestrzegałem go tam nieraz, ale o Jabłuszce i o tym Poruczniku dowiedziawszy się dopiero w tych dniach, jeszcze się potem nie widziałem ze Szczepaniakiem i Bóg widzi, że przyszedłem oto najprzód naradzić się z panem.
— Bóg zapłać, poczciwy ojcze! Dajcie mi słowo, że nikt nie będzie wiedział, cośmy teraz rozmawiali