Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 59
— Przecież właściciele istnieli, panie łaskawy! Sama Sznapsfoglowa.
— Tak... ale właściciele do dziś dnia nie przyszli dopominać się o swoje prawa, dla tej najprostszej przyczyny, że Wilczego Dołku z powodu wezbrania Narwi i nadsypki nie ma na świecie.
— Jednakże w hipotece widziałam najwyraźniej tę sumę.
— To, co pani widziała, jest to, powtarzam, wniosek uczyniony przez Piernika Majmones w imieniu Sznapsfoglowej o uregulowanie na jej imię sumy 80 000 z procentami i treść, którą projektował do wykazu hipotecznego. Ale nie pokazano pani dobrodziejce ani decyzji wydziału hipotecznego zawieszającej rozpoznanie wniosku, ani też nie objaśniono, że nieruchomość, na której jest zabezpieczoną, warta jest zaledwie tysiąc kilkaset złp, przypuszczam — dwa tysiące, i do tego uległa klęsce, która wartość jej redukuje do zera.
— Tak więc wujenka nabyła sumę, niby rzeczywiście istniejącą, ale nie uregulowaną — wtrącił Paweł.
— A chociażby była uregulowana, chociażby, przypuszczam, nieszczęsny ów Wilczy Dołek wart był dziesięć tysięcy, to jeszcze nie ośmdziesiąt.
— Ach, panie dobrodzieju! widocznie Sznapsfoglowa, Borsucki, co mi nastręczył nabycie, i Jabłuszko wspólnie porozumieli się, aby mnie oszukać. Srogo mnie też Bóg ukarał za niebaczność — rzekła ciszej kobieta nie mogąc znowu łez powstrzymać.
— A gdyby wytoczyć proces kryminalny tym nikczemnikom, może by jeszcze można odzyskać jakąś cząstkę wyłożonych pieniędzy? — zapytał znów Paweł.
— Proces można wytoczyć, ale czy sądzisz, panie Pawle, że od takich ludzi wydostanie cośkolwiek? Żyjąc z oszustwa, przygotowani są zawsze na wszystkie następstwa. Wujenka twoja naraziłaby się tylko na