Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 56
kiej szukać musiał klucza do zagadki, której ofiarą padła klientka Jabłuszki.
— Pani dobrodziejka zapewne pragnęłaby zasięgnąć rady, czy od dzisiejszego wyroku, którego brzmienie i motywa są mi dobrze wiadome, można odwołać się do Senatu? — zapytał ze współczuciem i uszanowaniem.
— Tak jest, panie dobrodzieju! Po wyłożeniu tylu kosztów i zachodów odstąpić nagle od interesu, który mnie prawie rujnuje, bez nadziei odebrania kiedykolwiek należytości najświęciej i najsłuszniej mnie przypadającej, to niepodobieństwo!
— Sprawa ta wprawdzie kwalifikuje się do Senatu, ale chyba pani dobrodziejka życzy sobie ponieść jeszcze więcej kosztów nadaremnych, bo wyrok apelacji Senat może tylko potwierdzić, jak to pani powie każdy prawnik, choćby tylko najpospieszniej istotę sprawy rozpoznał.
— Ach! panie, to okropność!
— Łaskawa pani! Nie dziwię się bynajmniej, że osoba z pani rozumem, wychowaniem i wyobrażeniami, powodowana nadto przywiązaniem macierzyńskim (a syna pani dobrodziejki mam także zaszczyt znać osobiście jeszcze ze szkół), zawierzyła pozorom interesu, który oszuści przedstawiali tak korzystnie, że nawet człowiek obeznany z przepisami prawa, czego od damy choćby najrozumniejszej wymagać nie podobna... otrzaskany z wybiegami pieniactwa, dałby się ułudzić i poświęciłby znacznie więcej niż pani dobrodziejka.
— Chcesz mnie pan pocieszyć po nierozwadze i niebaczności, jakiej w moim wieku nie godziło się dopuścić.
— Owszem, pani dobrodziejko; niedawno temu miałem klienta, co w podobny sposób nie dwadzieścia kil-