Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 55
— Niedobrześ zrobił, panie Pawle, żeś tak wyłajał Jabłuszkę, który w drobiazgach może korzystał z mojego zaufania, ale w dobroć sprawy tak wierzył na ślepo jak ja. Z takimi ludźmi trzeba zawsze ostrożnie, bo mogą zaszkodzić. Obrażony, gotów jeszcze natychmiast pobiec do Szczepańskich i nagadać na mnie, oczernić przed nimi... E, nie zrobi tego, sam przecie namawiał mnie — dodała po chwili milczenia, zieleniejąc jeszcze bardziej, a muskuły nad ustami drgały jej spazmatycznie.
Wkrótce stanąwszy przed narożną kamienicą na Senatorskiej ulicy, weszli na pierwsze piętro do adwokata, przyjaciela Pawła, który to przed zapadnięciem wyroku o tym interesie pisał list do niego.
Na tabliczce do drzwi przybitej wyczytała Kontrolerowa: „Felicjan Szyk, adwokat". Służący z pierwszego pokoju, gdzie przy dużym stole pod oknem pracowało dwóch dependentów, zaprowadził ich do salki skromnej, ale bardzo przyzwoicie umeblowanej. Wkrótce przybył do nich przystojny mężczyzna, w kwiecie wieku, wyrazistych oczu, twarzy łagodnej a myślącej, ruchów spokojnych i obejścia, w którym natychmiast odgadłeś prawdziwą uprzejmość i dobre wychowanie. Przez drzwi uchylone z jednej strony słychać było szczebiotanie dziecka. Kształtna twarzyczka pani adwokatowej z jasnymi lokami w zgrabnym czepeczku wyjrzała na chwilę, uśmiechnęła się do męża, przyjaźnie kiwnęła Pawłowi — i drzwi się przymknęły. Z drugiej strony był gabinet i pracownia: pan Szyk poprosił tam przybyłych. Szkolny jeszcze kolega i przyjaciel Pawła, najbezinteresowniej namozolił się nad wyrozumieniem zawiłej sprawy. Jak to donosił w liście, przewertował mnóstwo akt, w hipotece prus-
Wkrótce stanąwszy przed narożną kamienicą na Senatorskiej ulicy, weszli na pierwsze piętro do adwokata, przyjaciela Pawła, który to przed zapadnięciem wyroku o tym interesie pisał list do niego.
Na tabliczce do drzwi przybitej wyczytała Kontrolerowa: „Felicjan Szyk, adwokat". Służący z pierwszego pokoju, gdzie przy dużym stole pod oknem pracowało dwóch dependentów, zaprowadził ich do salki skromnej, ale bardzo przyzwoicie umeblowanej. Wkrótce przybył do nich przystojny mężczyzna, w kwiecie wieku, wyrazistych oczu, twarzy łagodnej a myślącej, ruchów spokojnych i obejścia, w którym natychmiast odgadłeś prawdziwą uprzejmość i dobre wychowanie. Przez drzwi uchylone z jednej strony słychać było szczebiotanie dziecka. Kształtna twarzyczka pani adwokatowej z jasnymi lokami w zgrabnym czepeczku wyjrzała na chwilę, uśmiechnęła się do męża, przyjaźnie kiwnęła Pawłowi — i drzwi się przymknęły. Z drugiej strony był gabinet i pracownia: pan Szyk poprosił tam przybyłych. Szkolny jeszcze kolega i przyjaciel Pawła, najbezinteresowniej namozolił się nad wyrozumieniem zawiłej sprawy. Jak to donosił w liście, przewertował mnóstwo akt, w hipotece prus-
www.nfspolska.pl