Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 52
Widząc, że Gulmańcewiczowa nie odpowiada ani słowa, Paweł, w którym na widok Jabłuszki krew zawrzała, postąpił naprzód, myśląc, że wujenka pójdzie za nim, ale na prośbą swego doradcy poczekała chwilę.
Jabłuszko, wprowadziwszy ją w korytarz na bok do okna, szeptał płaczliwym głosem:
— Wszakże ja na tym najwięcej tracę, pani Kontrolerowo dobrodziejko! Człowiek żyje z tego, co zarobi, a na codzienne wydateczki i to nie wystarcza, jak najłaskawszej pani dobrodziejce wiadomo. Za tyle trudów, biegania i nawet, jestem nie wiedzieć kim, wydatków niektórych z własnej kieszeni, których, na moją sumienną i honorową uczciwość, nie likwidowałem, wiadomo pani dobrodziejce, że prawie ani groniunia złamanego nie odebrałem... a tu żyć trzeba z żoną i domem całym. Dopiero zapewne za rok pani dobrodziejka, kiedy oczywiście będzie w możności, nie zapomni o dawnym protegowanym i najżyczliwszym słudze, który o wdzięczności najwdzięczniejszej dla państwa dobrodziejstwa nigdy nie zdoła zapomnić.
— Nie spodziewam się znikąd pieniędzy za rok! — rzekła boleśnie.
— A jestem nie wiedzieć kim! Jak to? Znikąd? A Senaciku cóż to nie ma już w Warszawie, najłaskawsza pani Kontrolerowo! To wygrawszy w Trybunaliku, przegrawszy w apelacji, mamy już zarzucić wszystko i Szpagatowicz ma nas mieć za ba i bardzo? Oczywiście, z kuratorem drżąc o własną skórę, dołożyli wszelkich starań, użyli wszelkich zabiegów, żeby teraz wygrać, ale w Senacie zaraz to pójdzie inaczej: albo nasza wygrana, albo układy, pani Kontrolerowo, których dobrodziejstwa nie godzi nam się
Jabłuszko, wprowadziwszy ją w korytarz na bok do okna, szeptał płaczliwym głosem:
— Wszakże ja na tym najwięcej tracę, pani Kontrolerowo dobrodziejko! Człowiek żyje z tego, co zarobi, a na codzienne wydateczki i to nie wystarcza, jak najłaskawszej pani dobrodziejce wiadomo. Za tyle trudów, biegania i nawet, jestem nie wiedzieć kim, wydatków niektórych z własnej kieszeni, których, na moją sumienną i honorową uczciwość, nie likwidowałem, wiadomo pani dobrodziejce, że prawie ani groniunia złamanego nie odebrałem... a tu żyć trzeba z żoną i domem całym. Dopiero zapewne za rok pani dobrodziejka, kiedy oczywiście będzie w możności, nie zapomni o dawnym protegowanym i najżyczliwszym słudze, który o wdzięczności najwdzięczniejszej dla państwa dobrodziejstwa nigdy nie zdoła zapomnić.
— Nie spodziewam się znikąd pieniędzy za rok! — rzekła boleśnie.
— A jestem nie wiedzieć kim! Jak to? Znikąd? A Senaciku cóż to nie ma już w Warszawie, najłaskawsza pani Kontrolerowo! To wygrawszy w Trybunaliku, przegrawszy w apelacji, mamy już zarzucić wszystko i Szpagatowicz ma nas mieć za ba i bardzo? Oczywiście, z kuratorem drżąc o własną skórę, dołożyli wszelkich starań, użyli wszelkich zabiegów, żeby teraz wygrać, ale w Senacie zaraz to pójdzie inaczej: albo nasza wygrana, albo układy, pani Kontrolerowo, których dobrodziejstwa nie godzi nam się
www.nfspolska.pl