Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 48
— Nie zapominaj, że nie masz nic — mówił dalej. — Przypuśćmy, że nawet uzyskasz wzajemność panny, aleć jeszcze są rodzice, familia bogata, a ty ubogi i nawet brak ci zapewnionej niezależności.
— Przypuśćmy, que cela s'agit de la personne de la quelle tu sais, Poluniu, czyż tak dumna ta familia? I pani Beleńska także? — zapytał Marcelek przyglądając się Pawłowi bacznie i niechętnie.
— Nie idzie o ich dumę, ale [o] twoję własną,
o uczucie godności osobistej, tego bogactwa ubogiego człowieka — rozumiesz mnie?
— A strzeżże mnie, Boże, żebym nie rozumiał, Pawełku! Ale przecie tak zupełnie ubogim nie jestem, a jak matka wygra proces...
— To zawsze w porównaniu z nimi byłbyś ubogim — odparł mu żywo Paweł spoglądając litośnie
i sympatycznie.
Mon cher Paul! zresztą nie dziw się! gdzie uczucie prawdziwe, tam nie myśli się o przyszłości.
— Aby tylko prawdziwe! Ale daruj mi, bracie, wątpię!
— Dlaczego?
— Dlatego, powtarzam, że rozpoczęto z tobą grę, która nawykłemu dotychczas do niby powodzeń w innym towarzystwie wydaje się łatwą i ponętną, a co do uczucia, dajmy mu pokój jak na teraz — odparł Paweł patrząc przenikliwie w okrągłe oczy kuzyna, co jego wzroku nie mógł wytrzymać.