Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 46
do niej pisany był bilecik, com go ułożył po francusku?
— A garde moi Dieu! Czyżbym ośmielił się kiedy?
— Słuchaj! Pytam się ciebie nie przez ciekawość prostą, ale po bratersku — nie z obawy, żebym naraził położenie moje w tym domu wiedząc o twoich zabiegach — nie w chęci szkodzenia, ale żeby ci pomóc, jeśli można, a przynajmniej dać radę uczciwą. Mów więc szczerze, bo gdybym się przekonał, że mnie zwodzisz, rozgniewałbym się na ciebie, ale to na dobre.
— Pawełku kochany! Czyżbyś ty mógł rozgniewać się na kogo, tym bardziej na mnie, co cię tak prawdziwie kocham — szepnął pieszczotliwie Marcelek, zdziwiony stanowczym tonem, który po raz pierwszy słyszał u brata wujecznego.
— No więc jakże? Do niej czy nie do niej? Mów otwarcie!
— Jak cię z duszy serca poważam, do panny Karoliny, córki mecenasa jednego, co mieszka na Krakowskim Przedmieściu koło Kopernika.
— Kłamiesz! nie ma co, chodźmy! — odrzekł spokojnie, ale stanowczo Paweł. Włożył kapelusz i otworzył drzwi — przez które wpadł znowu Staś oddając mu list, który posłaniec jakiś przyniósł do niego na pierwsze piętro.
„Kochany panie Pawle! — pisano w liście. — Zgłębiłem jak najdokładniej interes twojej kuzyny, zajrzałem do hipoteki pruskiej, przewertowałem akt rozlicznych niemało, i potwierdziłem tylko sobie to, com ci natychmiast po rzuceniu okiem na interes powiedział.
— A garde moi Dieu! Czyżbym ośmielił się kiedy?
— Słuchaj! Pytam się ciebie nie przez ciekawość prostą, ale po bratersku — nie z obawy, żebym naraził położenie moje w tym domu wiedząc o twoich zabiegach — nie w chęci szkodzenia, ale żeby ci pomóc, jeśli można, a przynajmniej dać radę uczciwą. Mów więc szczerze, bo gdybym się przekonał, że mnie zwodzisz, rozgniewałbym się na ciebie, ale to na dobre.
— Pawełku kochany! Czyżbyś ty mógł rozgniewać się na kogo, tym bardziej na mnie, co cię tak prawdziwie kocham — szepnął pieszczotliwie Marcelek, zdziwiony stanowczym tonem, który po raz pierwszy słyszał u brata wujecznego.
— No więc jakże? Do niej czy nie do niej? Mów otwarcie!
— Jak cię z duszy serca poważam, do panny Karoliny, córki mecenasa jednego, co mieszka na Krakowskim Przedmieściu koło Kopernika.
— Kłamiesz! nie ma co, chodźmy! — odrzekł spokojnie, ale stanowczo Paweł. Włożył kapelusz i otworzył drzwi — przez które wpadł znowu Staś oddając mu list, który posłaniec jakiś przyniósł do niego na pierwsze piętro.
„Kochany panie Pawle! — pisano w liście. — Zgłębiłem jak najdokładniej interes twojej kuzyny, zajrzałem do hipoteki pruskiej, przewertowałem akt rozlicznych niemało, i potwierdziłem tylko sobie to, com ci natychmiast po rzuceniu okiem na interes powiedział.
www.nfspolska.pl