Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 45
— A strzeżże mnie, Panie, czym kiedykolwiek ukrył co przed tobą! Co każesz, mon cher Poluniu!
— Wczoraj panna Karolina, siostra pani Beleńskiej...
Paweł zamilkł nagle, bo wpadł Staś wysłany od pań z prośbą, żeby koniecznie zeszedł do nich na herbatę. Wyrostek zoczywszy Gulmańcewicza, który go pierwszy powitał, odkłonił się mu lekceważąco i odszedł mówiąc, że wkrótce znów przyjdzie, bo matka i siostry nie pozwoliły mu wracać samemu, tylko koniecznie z Pawłem.
— Cóż panna Karolina, mon cher Polunieczku? Tak jej na imię jak mojej blondyneczce.
— Panna Karolina wczoraj, rozmawiając ze mną dosyć długo, wypytywała się o ciebie, chwaliła, żeś przystojny, że dobrze tańczysz. Spodobałeś się jej, żeś dobry syn i że się z takim upodobaniem zajmujesz pracą umysłową. Oczywiście, nie zaprzeczyłem temu upodobaniu, chociaż mam ci za złe, że niepotrzebnie kłamiesz przed nią o rozmaitych rzeczach, które tak jej łatwo sprawdzić.
— Strzeżże mnie, Boże, Poluniu! Nie skłamałem. Czy jej to masz za złe, że mnie przecie nie uważa za głąba zupełnego? Ręczę ci słowem honoru, żem najczystszą prawdę tylko mówił — nie ośmieliłbym się przed taką osobą...
— Powiedziałeś jej, że umiesz po niemiecku i po angielsku, że malujesz olejno i grasz na skrzypcach.
— Strzeżże mnie, Panie, daję najświętsze słowo honoru — nie powiedziałem.
— Zresztą, mniejsza o to. Powtarzam — spodobałeś się pannie Karolinie.
— Żartujesz, Poluniu!
— Czy mi najświętszym słowem zaręczasz, że to nie
— Wczoraj panna Karolina, siostra pani Beleńskiej...
Paweł zamilkł nagle, bo wpadł Staś wysłany od pań z prośbą, żeby koniecznie zeszedł do nich na herbatę. Wyrostek zoczywszy Gulmańcewicza, który go pierwszy powitał, odkłonił się mu lekceważąco i odszedł mówiąc, że wkrótce znów przyjdzie, bo matka i siostry nie pozwoliły mu wracać samemu, tylko koniecznie z Pawłem.
— Cóż panna Karolina, mon cher Polunieczku? Tak jej na imię jak mojej blondyneczce.
— Panna Karolina wczoraj, rozmawiając ze mną dosyć długo, wypytywała się o ciebie, chwaliła, żeś przystojny, że dobrze tańczysz. Spodobałeś się jej, żeś dobry syn i że się z takim upodobaniem zajmujesz pracą umysłową. Oczywiście, nie zaprzeczyłem temu upodobaniu, chociaż mam ci za złe, że niepotrzebnie kłamiesz przed nią o rozmaitych rzeczach, które tak jej łatwo sprawdzić.
— Strzeżże mnie, Boże, Poluniu! Nie skłamałem. Czy jej to masz za złe, że mnie przecie nie uważa za głąba zupełnego? Ręczę ci słowem honoru, żem najczystszą prawdę tylko mówił — nie ośmieliłbym się przed taką osobą...
— Powiedziałeś jej, że umiesz po niemiecku i po angielsku, że malujesz olejno i grasz na skrzypcach.
— Strzeżże mnie, Panie, daję najświętsze słowo honoru — nie powiedziałem.
— Zresztą, mniejsza o to. Powtarzam — spodobałeś się pannie Karolinie.
— Żartujesz, Poluniu!
— Czy mi najświętszym słowem zaręczasz, że to nie
www.nfspolska.pl