Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 43
czyć, że ci zalecę jeszcze raz, abyś więcej jakoś dbał
o ubranie, nie zaniedbywał się i pod tym względem brał przykład z Marcelka, który mniej zapewne mając dochodu od ciebie, zawsze jednak czysto, przyzwoicie, a nawet elegancko występuje. Nie powinna bym może chwalić tak mojego syna — ale znając, panie Pawle, twoje dobre serce, sądzę, że tak bliskiej krewnej nie weźmiesz za złe kilku słów prawdy — i jak dotąd, będziesz nadal, jako starszy, czuwał nad twoim bratem, który mimo najszczerszej chęci zbłądzić może brakiem zastanowienia, tak potrzebnego i koniecznego w stosunkach z towarzystwem, gdzie was dotychczas najmilej przyjmują.
Odebrałam list twój wczoraj o siódmej wieczorem, panie Pawle! Nie zastawszy mnie napisałeś na dole u Szczepańskich — a nie wymagając, żebyś w taką niepogodę wlókł się po błocie do mnie aż na Głęboką, odpisuję natychmiast i proszę jeszcze raz nie obawiać się o moję sprawę i o tym wszystkim nic a nic przed Marcelkiem nie wspominać. Zostaję życzliwą i przywiązaną wujenką
Barbara z Kalbfleischów Gulmańcewicz"
Przeczytawszy Paweł zmiął list w ręku; co mu się nigdy nie przytrafiło, zaklął i zadzwoniwszy na służącego kazał sobie sprowadzić dorożkę.
— Otumanili kobietę... nuż przegra, skąd oddać Szczepaniakowi? Wujenka się zamartwi — Marcelek, jak matka przestanie mu pomagać, rady sobie nie da,
i ci jedyni krewni moi, których znam bliżej, wyjdą na biedaków... Muszę z nią rozmówić się jeszcze i wywiedzieć, ile naprawdę wzięła od Szczepaniaka — szeptał sobie w myśli.
Służący sprowadził dorożkę, Paweł już był na
o ubranie, nie zaniedbywał się i pod tym względem brał przykład z Marcelka, który mniej zapewne mając dochodu od ciebie, zawsze jednak czysto, przyzwoicie, a nawet elegancko występuje. Nie powinna bym może chwalić tak mojego syna — ale znając, panie Pawle, twoje dobre serce, sądzę, że tak bliskiej krewnej nie weźmiesz za złe kilku słów prawdy — i jak dotąd, będziesz nadal, jako starszy, czuwał nad twoim bratem, który mimo najszczerszej chęci zbłądzić może brakiem zastanowienia, tak potrzebnego i koniecznego w stosunkach z towarzystwem, gdzie was dotychczas najmilej przyjmują.
Odebrałam list twój wczoraj o siódmej wieczorem, panie Pawle! Nie zastawszy mnie napisałeś na dole u Szczepańskich — a nie wymagając, żebyś w taką niepogodę wlókł się po błocie do mnie aż na Głęboką, odpisuję natychmiast i proszę jeszcze raz nie obawiać się o moję sprawę i o tym wszystkim nic a nic przed Marcelkiem nie wspominać. Zostaję życzliwą i przywiązaną wujenką
Barbara z Kalbfleischów Gulmańcewicz"
Przeczytawszy Paweł zmiął list w ręku; co mu się nigdy nie przytrafiło, zaklął i zadzwoniwszy na służącego kazał sobie sprowadzić dorożkę.
— Otumanili kobietę... nuż przegra, skąd oddać Szczepaniakowi? Wujenka się zamartwi — Marcelek, jak matka przestanie mu pomagać, rady sobie nie da,
i ci jedyni krewni moi, których znam bliżej, wyjdą na biedaków... Muszę z nią rozmówić się jeszcze i wywiedzieć, ile naprawdę wzięła od Szczepaniaka — szeptał sobie w myśli.
Służący sprowadził dorożkę, Paweł już był na
www.nfspolska.pl