Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 4
Bóg wie za jakie trzy grosze. A oto, po chłopsku tak wszystko rozważywszy, pani Kontrolerowej nie postało w głowie, żeby syna ożenić z Marcychną, a pan Marcin drwi tylko sobie — jak zwyczajnie młody — z przeproszeniem pana budowniczego.
— Tego znów nie przypuszczam, ale mówcie śmiało, ojcze Jakubie, proszę was bardzo.
— Niedawno oto spotkawszy na mieście Szczepaniaka, co mu się kilka razy kłaniał, wstydził się odkłonić mu. Zgryzło się człeczysko niepotrzebnie. Nie dziwię się panu Marcinowi, ale po co ano w takim razie łazić jeszcze na lekcję i durzyć dziewczyninę? Jużci, że to żona nie dla niego... czy nie lepiej ano zerwać raz na zawsze, szczerze i otwarcie, proszę pana budowniczego?
— Oczywiście, że by było lepiej, chociaż ręczę wam za Marcelka, że nie nadużyje zaufania kuma Szczepana.
— Ano o to nie ma obawy, proszę paniska! Marcychna, choćby nie wiedzieć jak się zadurzyła, jest sobie bogobojne i charakterne dziewczątko, ale można się obawiać czego gorszego jeszcze.
— Czegóż, na miłość boską?
— Pan budowniczy ano daruje, że otwarcie będę mówił, ale z takim uczciwym człowiekiem jak panisko to najlepiej tak z serca. Czy pan zna pana Jabłuszkę i jego przyjaciela, Porucznika?
— Znam tego, co Marcelek od nich wynajmuje pokoik. Zajmuje się interesami wujenki.
— Ano, otóż to najgorzej, proszę pana budowniczego! Boże Panie spraw, aby to nieprawda była, ale widzi mi się, że ten pan Jabłuszko jak najgorzej prowadzi interesa wujence pańskiej, zaplątał ją w jakieś procesisko, zdurzył i kuma Szczepaniaka, który na ten proces pożyczył wujence sporo pieniędzy; nie wiem tam
— Tego znów nie przypuszczam, ale mówcie śmiało, ojcze Jakubie, proszę was bardzo.
— Niedawno oto spotkawszy na mieście Szczepaniaka, co mu się kilka razy kłaniał, wstydził się odkłonić mu. Zgryzło się człeczysko niepotrzebnie. Nie dziwię się panu Marcinowi, ale po co ano w takim razie łazić jeszcze na lekcję i durzyć dziewczyninę? Jużci, że to żona nie dla niego... czy nie lepiej ano zerwać raz na zawsze, szczerze i otwarcie, proszę pana budowniczego?
— Oczywiście, że by było lepiej, chociaż ręczę wam za Marcelka, że nie nadużyje zaufania kuma Szczepana.
— Ano o to nie ma obawy, proszę paniska! Marcychna, choćby nie wiedzieć jak się zadurzyła, jest sobie bogobojne i charakterne dziewczątko, ale można się obawiać czego gorszego jeszcze.
— Czegóż, na miłość boską?
— Pan budowniczy ano daruje, że otwarcie będę mówił, ale z takim uczciwym człowiekiem jak panisko to najlepiej tak z serca. Czy pan zna pana Jabłuszkę i jego przyjaciela, Porucznika?
— Znam tego, co Marcelek od nich wynajmuje pokoik. Zajmuje się interesami wujenki.
— Ano, otóż to najgorzej, proszę pana budowniczego! Boże Panie spraw, aby to nieprawda była, ale widzi mi się, że ten pan Jabłuszko jak najgorzej prowadzi interesa wujence pańskiej, zaplątał ją w jakieś procesisko, zdurzył i kuma Szczepaniaka, który na ten proces pożyczył wujence sporo pieniędzy; nie wiem tam
www.nfspolska.pl