Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 39
— Jakiż, mamo, jeżeli można wiedzieć? — zapytała grzecznie Aniela.
— Sarmiewicz zakochał się w Karolci i nawzajem — odparła usiłując uśmiechnąć się swobodnie.
— Ach, jakżebym serdecznie się cieszył, gdyby tak było! — zawołał Beleński.
— Ne plaisantez pas!
— Ani myślę, pani!
I korzystając z tego zwierzenia, aby otwartym atakiem dotknąć najdrażliwszego przedmiotu — prócz rekapitulacji przymiotów Pawła przytoczył i argument o odnawianiu szlacheckich familii i wiele innych dowodów wykazujących niezliczone korzyści z przypuszczalnego związku.
— E, mon cher, daruj, ale gadasz, ten, Bóg wie co. Guwernerzyna, budowniczyna, szlachetka mizerny, ani to kawałka ziemi, ani?... Żartujesz sobie widocznie, dowodząc, ten, jakże, o niepodobieństwie.
— Lepszy nieraz szlachetka, co może dojść do kawałka ziemi, aniżeli szlachcic, co swoje potracił — odparła Celestynowa tak żywo, że Beleński nie mógł wstrzymać się od uśmiechu.
— Tak dysputujemy poważnie — wtrąciła Aniela — jakbyśmy na serio myśleli wyswatać pana Sarmiewicza z Karoliną.
— Nie obawiaj się, nie przyjdzie nigdy do tego — odparła niby to żartobliwie Celestynowa. I tym razem, uśmiechnąwszy się, dziwne spojrzenie, jakby złośliwe, zwróciła na pasierbicę przelotnie. — Spotkałam dzisiaj ciotkę Sarmiewicza, starą, poczciwą Gulmańcewiczową — dodała po chwili — odwiozłam ją nawet do rogu Długiej ulicy; ona, według mego przekonania, najlepiej oceniła siostrzeńca nazywając go poczciwym
— Sarmiewicz zakochał się w Karolci i nawzajem — odparła usiłując uśmiechnąć się swobodnie.
— Ach, jakżebym serdecznie się cieszył, gdyby tak było! — zawołał Beleński.
— Ne plaisantez pas!
— Ani myślę, pani!
I korzystając z tego zwierzenia, aby otwartym atakiem dotknąć najdrażliwszego przedmiotu — prócz rekapitulacji przymiotów Pawła przytoczył i argument o odnawianiu szlacheckich familii i wiele innych dowodów wykazujących niezliczone korzyści z przypuszczalnego związku.
— E, mon cher, daruj, ale gadasz, ten, Bóg wie co. Guwernerzyna, budowniczyna, szlachetka mizerny, ani to kawałka ziemi, ani?... Żartujesz sobie widocznie, dowodząc, ten, jakże, o niepodobieństwie.
— Lepszy nieraz szlachetka, co może dojść do kawałka ziemi, aniżeli szlachcic, co swoje potracił — odparła Celestynowa tak żywo, że Beleński nie mógł wstrzymać się od uśmiechu.
— Tak dysputujemy poważnie — wtrąciła Aniela — jakbyśmy na serio myśleli wyswatać pana Sarmiewicza z Karoliną.
— Nie obawiaj się, nie przyjdzie nigdy do tego — odparła niby to żartobliwie Celestynowa. I tym razem, uśmiechnąwszy się, dziwne spojrzenie, jakby złośliwe, zwróciła na pasierbicę przelotnie. — Spotkałam dzisiaj ciotkę Sarmiewicza, starą, poczciwą Gulmańcewiczową — dodała po chwili — odwiozłam ją nawet do rogu Długiej ulicy; ona, według mego przekonania, najlepiej oceniła siostrzeńca nazywając go poczciwym
www.nfspolska.pl


