Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 38
Beleński zaczął znów chwalić inne przymioty Pawła: ukształcenie, skromność, chętność do pracy, przyznał mu bezwarunkową wyższość nad całą młodzieżą bywającą w ich domu.
— Skromny, bo nie ma, ten, pysznić się z czego, ukształcony cokolwiek, pilny, jak zwykle ludzie niewielkich, jakże, zdolności... — wtrącił uporczywie Celestyn, któremu w miarą sprzeciwiania się wracało trocha więcej płynności myśli i mowy.
— Rzeczywiście, wzór powinni by dać starsi, ale na nich nie ma się co tak bardzo zapatrywać; nie mówię to do pana, Mr Beleński. I gotowam poniekąd zgodzić się z panem. Spomiędzy całej młodzieży nie jest zapewne najlepiej, brak mu do tego bardzo wiele, ale najpoczciwszy i najlepszego prowadzenia chłopiec.
— Bardzo szanuję i wdzięczną jestem panu Sarmiewiczowi, że mając niezależność, którą mu budownicze jego zatrudnienie zapewnia, wyświadczył nam prawdziwie przyjacielską przysługę, dał dowód serdecznej życzliwości podejmując się uczyć Stasia — dodała Aniela.
— Staś nie tak bardzo, ten, korzysta z tych lekcji, wierzaj mi pani... jakże.
— Monsieur Celestin! uwziąłeś się pan, widzę, żeby nam oponować koniecznie! — zawołała niecierpliwie żona.
— Istotnie... Sarmiewicz nie jest w łaskach u męża pani — szepnął Beleński.
— A u mnie w bardzo wielkich. Już to mąż mój, jak sobie co do kogo upatrzy, a często zdarza się mu upatrzyć, to trudno mu wybić z głowy widzimisię. Dziś, na przykład, powiedział mi domysł tak pocieszny — rzekła Celestynowa, nie roześmiawszy się jednakże.
— Skromny, bo nie ma, ten, pysznić się z czego, ukształcony cokolwiek, pilny, jak zwykle ludzie niewielkich, jakże, zdolności... — wtrącił uporczywie Celestyn, któremu w miarą sprzeciwiania się wracało trocha więcej płynności myśli i mowy.
— Rzeczywiście, wzór powinni by dać starsi, ale na nich nie ma się co tak bardzo zapatrywać; nie mówię to do pana, Mr Beleński. I gotowam poniekąd zgodzić się z panem. Spomiędzy całej młodzieży nie jest zapewne najlepiej, brak mu do tego bardzo wiele, ale najpoczciwszy i najlepszego prowadzenia chłopiec.
— Bardzo szanuję i wdzięczną jestem panu Sarmiewiczowi, że mając niezależność, którą mu budownicze jego zatrudnienie zapewnia, wyświadczył nam prawdziwie przyjacielską przysługę, dał dowód serdecznej życzliwości podejmując się uczyć Stasia — dodała Aniela.
— Staś nie tak bardzo, ten, korzysta z tych lekcji, wierzaj mi pani... jakże.
— Monsieur Celestin! uwziąłeś się pan, widzę, żeby nam oponować koniecznie! — zawołała niecierpliwie żona.
— Istotnie... Sarmiewicz nie jest w łaskach u męża pani — szepnął Beleński.
— A u mnie w bardzo wielkich. Już to mąż mój, jak sobie co do kogo upatrzy, a często zdarza się mu upatrzyć, to trudno mu wybić z głowy widzimisię. Dziś, na przykład, powiedział mi domysł tak pocieszny — rzekła Celestynowa, nie roześmiawszy się jednakże.
www.nfspolska.pl