Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 37
Paweł zmieszał się nieco, jakby wahał się, nareszcie odrzekł, że się wczoraj nieco przeziębił i że go głowa boli.
— Musiałeś długo stać, ten, na dworze albo może, jakże tam? w sieni, a na taki czas to niebezpiecznie, chociaż się na to nie zwraca uwagi — wtrącił znów Celestyn.
Paweł chciał odpowiedzieć, ale spotkawszy spojrzenie Anieli zamilkł i tylko lakonicznie zaprzeczył.
— Jemu naprawdę coś cięży na sercu — szepnął Beleński do żony.
— Patrz! jak się Karolcia także zamyśliła.
— Ręczę teraz za nią, że pomyliliście się panowie najzupełniej w domysłach.
— Czemu?
— Nie zapytałaby go tak śmiało: czy nie cierpiący? Beleński zadumał się nagle.
Paweł i panna Karolina ani spodziewając się, że takie o nich tworzą domysły, do końca obiadu podlegali dyplomatycznej obserwacji, z której Celestyn powziął przekonanie, że pedagog najniezawodniej zakochany w pięknej kapryśnicy; co zaś do niej, zdania dyplomatów nie były jednakowe. Po obiedzie panna Karolina poprosiła Pawła, żeby z nią grał w bilard chiński. Celestyn uśmiechał się z coraz większym triumfem, nawet Beleński, pokręcając wąsa, spojrzał spod oka na grających. Zostawili ich ze Stasiem i przenieśli się do sali, gdzie Beleński rozpoczął gawędkę od wychwalania Pawła.
— Powiadasz, że rozumny, kto tam wie o tym, kiedy, ten, nic nie mówi — zaoponował Celestyn pomnąc na rolę, którą przy żonie miał odegrywać.
— Ale też nie powie żadnego dzieciństwa, jak się to zdarza tym, co wiele mówią nie wiedząc, że im i to nawet coraz trudniej — odrzekła natychmiast żona.
— Musiałeś długo stać, ten, na dworze albo może, jakże tam? w sieni, a na taki czas to niebezpiecznie, chociaż się na to nie zwraca uwagi — wtrącił znów Celestyn.
Paweł chciał odpowiedzieć, ale spotkawszy spojrzenie Anieli zamilkł i tylko lakonicznie zaprzeczył.
— Jemu naprawdę coś cięży na sercu — szepnął Beleński do żony.
— Patrz! jak się Karolcia także zamyśliła.
— Ręczę teraz za nią, że pomyliliście się panowie najzupełniej w domysłach.
— Czemu?
— Nie zapytałaby go tak śmiało: czy nie cierpiący? Beleński zadumał się nagle.
Paweł i panna Karolina ani spodziewając się, że takie o nich tworzą domysły, do końca obiadu podlegali dyplomatycznej obserwacji, z której Celestyn powziął przekonanie, że pedagog najniezawodniej zakochany w pięknej kapryśnicy; co zaś do niej, zdania dyplomatów nie były jednakowe. Po obiedzie panna Karolina poprosiła Pawła, żeby z nią grał w bilard chiński. Celestyn uśmiechał się z coraz większym triumfem, nawet Beleński, pokręcając wąsa, spojrzał spod oka na grających. Zostawili ich ze Stasiem i przenieśli się do sali, gdzie Beleński rozpoczął gawędkę od wychwalania Pawła.
— Powiadasz, że rozumny, kto tam wie o tym, kiedy, ten, nic nie mówi — zaoponował Celestyn pomnąc na rolę, którą przy żonie miał odegrywać.
— Ale też nie powie żadnego dzieciństwa, jak się to zdarza tym, co wiele mówią nie wiedząc, że im i to nawet coraz trudniej — odrzekła natychmiast żona.
www.nfspolska.pl