Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 35
chnienia, skąd tak smutne zamyślenie? Czyżby żałowała, że kto inny podziela panowanie w jego sercu? Czy ta najniespodziewańsza tajemnica, snuta w mroku, wyglądała na nieco wyrachowaną i ujmowała skromnej a szczerej postaci Pawła, którą w duszy wrażliwej tak podnosiła, tak idealizować lubiła? Może to i owo, może ani to, ani owo, bo ten odcień rozjaśnić mogłaby tylko kobieta, a wszelkie nasze najsubtelniejsze domysły i paradoksy jej tajemnic nie zdołają uchylić.
— Madame Angélique... ten, wiem, że pani należysz do naszych, jakże? dyplomatycznych obserwacji, jak je nazwał Beleński... trzymajmy się ferme, to wygramy i tego, ten, dawnego protegowanego pani, wyprotegujem! — zawołał wchodząc Celestyn. Wkrótce nadeszła i panna Karolina.
— Jak mi papa nie powie, co papa nagadał na mnie przed szwagrem albo szwagier przed papą, to się pogniewamy i będę dokuczała.
— Skądże wnosisz, żeby pan Celestyn miał co nagadać? — zapytała Aniela.
— Je connais mon monde — odparła żywo. — Po jednym uśmiechu papy, po jednym spojrzeniu szwagra łatwo się domyśliłam, że ci panowie o mnie szeptali. Przyznaj się papa, prawda?
— Mówiliśmy, że panna Karolina w mieście jakoś, ten, mizernieje i jakże tam, szczupleje coraz bardziej.
— Przypuszczam, żeście i to mówili, a więcej co? — zagadnęła dziewica uśmiechnąwszy się z lekka na wzmiankę o szczupleniu, którego z serca pragnęła.
— Więcej nic, je vous le jure, ten, że nic.
— Madame Angélique... ten, wiem, że pani należysz do naszych, jakże? dyplomatycznych obserwacji, jak je nazwał Beleński... trzymajmy się ferme, to wygramy i tego, ten, dawnego protegowanego pani, wyprotegujem! — zawołał wchodząc Celestyn. Wkrótce nadeszła i panna Karolina.
— Jak mi papa nie powie, co papa nagadał na mnie przed szwagrem albo szwagier przed papą, to się pogniewamy i będę dokuczała.
— Skądże wnosisz, żeby pan Celestyn miał co nagadać? — zapytała Aniela.
— Je connais mon monde — odparła żywo. — Po jednym uśmiechu papy, po jednym spojrzeniu szwagra łatwo się domyśliłam, że ci panowie o mnie szeptali. Przyznaj się papa, prawda?
— Mówiliśmy, że panna Karolina w mieście jakoś, ten, mizernieje i jakże tam, szczupleje coraz bardziej.
— Przypuszczam, żeście i to mówili, a więcej co? — zagadnęła dziewica uśmiechnąwszy się z lekka na wzmiankę o szczupleniu, którego z serca pragnęła.
— Więcej nic, je vous le jure, ten, że nic.
www.nfspolska.pl