Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 34
nie na chwilę, ale postanowiwszy przeprowadzić wytrwale i zabiegle, już ją rozpoczęła, zobowiązując dlań swoją familię i nastręczając mu sposobność do rozwinięcia zdolności w jego fachu. Poczciwe Polki nasze,
o żywej i czynnej wyobraźni, częściej, niż się zdaje, lubią w ten sposób popierać, protegować rozlicznych współrodaków, o wiele im nie dorównywających pod względem zabiegłości. Szlachetne, wzniosłe, dumne lub też ambitne, lubiące wszystkie blask, świetność
i wzniesienie, a nie mogąc same urzeczywistnić marzeń tylu — pragną wynieść innych na te śliskie nieraz ścieżki: może nawet łudzi się niejedna, że będzie rządziła przez zastępcę. Nie zawsze chęciom odpowie protekcja, wywołana tylu rozlicznymi pobudkami. Czasem, zamiast dopomagać, szkodzi — zwichnie z właściwej drogi pupila; czasem, najnietrafniejszy robiąc wybór, na gwałt popierają mierność z ujmą prawdziwej zdolności. Jest to jednak najniezawodniej charakterystyczny rys u naszych kobiet, który w nieprzychylnym świetle nigdy ich stawić nie może. Aniela, kierowana sercem, bardziej mając na względzie lubianego człowieka niż własne marzenia, mogła mu nie dopomóc tak, jakby pragnęła, ale zaszkodzić — nigdy!
Szybko myślą przebiegając całe dzieje stosunków z Pawłem, nie mogła uwierzyć, żeby pisał nie tylko do jej siostry, ale do jakiej bądź Karoliny; instynktem przeczuwała, że musi być w tym jakieś nieporozumienie, omyłka jakaś, co się niebawem odkryje. W każdym razie, chociaż najprzyjemniej by jej było powitać go jako męża siostry, mimo usposobień nie bardzo harmonizujących, gdyby jednak to prawda była, gdyby Paweł naprawdę do niej tak barwne pisał west-