Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 33
ność, gotów by może niebacznie przypisać ją innym pobudkom lub potępiać wabność, co nęci i wywołuje uczucie, aby igrać z nim potem, aby się cieszyć widokiem ujarzmionego niewolnika.
Jest podanie, genialnie rozwinięte w Fauście Goethego, że szatan, ujrzawszy raz anioła, zakochał się w nim. Anioł, choć lituje się nad męczarniami potępieńca, uchodzi w niebiańskie strefy, ze srebrnych jego skrzydeł sypią się róże wonne: każda z nich, padłszy na ciało szatańskie, przemienia się we wrzód jątrzący. W uczuciu kobiety, co do nas nie może należyć, uniesienia namiętności bywają nieco podobne do tych róż symbolicznych, jątrzą duszę, ale jej nie zaspakajają, budzą życie, ale go nie wypełniają. Za kilka chwil szczęścia, co się zajrzy lub wydrze bliźniemu, w samym tym szczęściu natychmiast znajduje się już karę. Paweł, tłumiąc w sobie tyle marzeń i chęci, znał jednak i te męczarnie, choćby przez zazdrość, co na widok Beleńskiego obudzała się czasem. Ale za szlachetny, zanadto wyższy, za zbyt wycierpiał się, aby miał wątpić i schodzić do niskich przypuszczeń o swojej jasnowłosej, która była marzącą, wrażliwą, ale bez zaprzeczenia najzacniejszą i niepospolitą zarazem kobietą, na jakie u nas szczęśliwi natrafiają jeszcze i w dzisiejszych czasach, zwanych epoką upadku i apatii.
Szczerze ją zajął los Józiaka; nie wchodząc w to, czy z nią go związki krwi łączyły, dopomogłaby mu zawsze, może nie tak hojnie, ale chętnie. Jakże dopiero los Pawła musiał ją obchodzić! Po siostrzynemu i po macierzyńsku pragnęła świetnej dlań kariery. Przyczynić się do niej tajemnie, ułatwić mu drogę, wyprowadzić na jaw człowieka, w którego wyższość i charakter tak wierzyła, że był celem jej marzeń i dążnością przyjaźni, którą, powtarzamy, zakreśliła sobie
Jest podanie, genialnie rozwinięte w Fauście Goethego, że szatan, ujrzawszy raz anioła, zakochał się w nim. Anioł, choć lituje się nad męczarniami potępieńca, uchodzi w niebiańskie strefy, ze srebrnych jego skrzydeł sypią się róże wonne: każda z nich, padłszy na ciało szatańskie, przemienia się we wrzód jątrzący. W uczuciu kobiety, co do nas nie może należyć, uniesienia namiętności bywają nieco podobne do tych róż symbolicznych, jątrzą duszę, ale jej nie zaspakajają, budzą życie, ale go nie wypełniają. Za kilka chwil szczęścia, co się zajrzy lub wydrze bliźniemu, w samym tym szczęściu natychmiast znajduje się już karę. Paweł, tłumiąc w sobie tyle marzeń i chęci, znał jednak i te męczarnie, choćby przez zazdrość, co na widok Beleńskiego obudzała się czasem. Ale za szlachetny, zanadto wyższy, za zbyt wycierpiał się, aby miał wątpić i schodzić do niskich przypuszczeń o swojej jasnowłosej, która była marzącą, wrażliwą, ale bez zaprzeczenia najzacniejszą i niepospolitą zarazem kobietą, na jakie u nas szczęśliwi natrafiają jeszcze i w dzisiejszych czasach, zwanych epoką upadku i apatii.
Szczerze ją zajął los Józiaka; nie wchodząc w to, czy z nią go związki krwi łączyły, dopomogłaby mu zawsze, może nie tak hojnie, ale chętnie. Jakże dopiero los Pawła musiał ją obchodzić! Po siostrzynemu i po macierzyńsku pragnęła świetnej dlań kariery. Przyczynić się do niej tajemnie, ułatwić mu drogę, wyprowadzić na jaw człowieka, w którego wyższość i charakter tak wierzyła, że był celem jej marzeń i dążnością przyjaźni, którą, powtarzamy, zakreśliła sobie
www.nfspolska.pl


