Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 32
stać tylko owym dobrym aniołem, co mu kazała weń wierzyć przed laty — tylko siostrą prawdziwą.
Kiedy jej Beleński opowiadał spostrzeżenia nad Pawłem i przypuszczał, że zakochany w Karolinie, rumieniła się nie z powodu Pawła, ale za podejrzliwość badawczą kilku słów złośliwych. Beleński o nią nie potrzebował się obawiać; za szlachetna była, za dumna, aby kiedykolwiek miała nieotwarcie postąpić. Wprawdzie nietrudno było domyślić się, chociaż jej Paweł nie rzekł ani słowa, że ją kocha nieprzerwanie. Kilka razy dawała mu do zrozumienia swoje istotne usposobienie dla niego i nie łudząc wabnością, której mało kobiet nie pozwoliłoby sobie względem rycerza tak stale i wiernie noszącego ich kolory — czekała tylko na sposobność, aby raz na zawsze rozegnać jego ułudy i zyskać w nim to, czego najżywiej pragnęła: przyjaciela i brata. Jeszcze raz wprawdzie sercu nie można nakazać wyrzec się uczucia, które mu nowy popęd do życia nadaje, ale dobrocią, rozumem najdotkliwsze rany można załagodzić. Przecierpiawszy sama tyle w najpiękniejszej chwili życia z jego powodu, sądziła słusznie, że choć mu do tego nigdy się nie przyznała, teraz ma prawo jednakże spodziewać się wywzajemnienia, wymagać od mężczyzny zwycięstwa nad samym sobąpoświęcenia.
Po cóż zresztą rozdrabniać niezliczone odcienia uczucia, z którego marząca wyobraźnia i szlachetne serce kobiet naszych tak cudne nieraz poemata, tak rzewne powieści rozwijać umie w życiu? Jak niejeden nie domyślał się nawet, że był anioł niewieści, co się nim żywo zajmował i czuwał nad nim, co go każdy postępek jego obchodził, co poświęcił się dla wyratowania go z niedoli i nie pragnąc wdzięczności znalazł pociechę w smutnym wspomnieniu utajonego uczynku; tak niejeden, widząc dla siebie tak żywą przychyl-