Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 30
— Za wcześnie!
— Toteż tylko z lekka i z daleka — odparł Beleński wychodząc i uśmiech zadowolenia ożywiał mu twarz swobodnie.
Zostawszy sama, kobieta oparła głową na ręce, a w spojrzeniu jej zamiast tęsknoty, co nie tylko w samotności, ale nieraz wobec licznego towarzystwa tkwiła w nim widocznie — nagłe i smutne zamyślenie.
Słusznie powiedział Beleński: trwałe są wspomnienia z lat młodocianych. Świstek z miłosnymi westchnieniami Pawła przywiódł jej na pamięć ów liścik Celestyna do macochy, którym kiedyś w Gierzejach Paweł uchybił jej niesmacznie. Wydając z dziecinną namiętnością tajemnicę serca, ukazał jego siłę i bojaźliwość, gorączkowość uczucia i brak wiary dla przedmiotu czci najpierwszej. Sam rozwiązał wieniec uroku, który i w niej budził pociąg coraz żywszy. Ale z rozwiązanego wieńca kwiaty zostały nie podeptane, liść ich zawsze zielenił majowo, woń tchnęła wiosną lat dziewiczych.
Lękliwy, potulny, a dzień w dzień widywany guwerner tak się wtedy różnił wydatnie, a nawet wdzięcznie od młodzieży tamecznej, taką jej niewinną przyjemność sprawił opiekuńczy wpływ jej nad nim, siostrzyna władza życzliwości, której się bezwzględnie poddawał! Po odjeździe jego ze wsi przez długi czas pusto jej było i samotnie, czuła się coraz bardziej obcą w kole rodziny, gdzie jako dziedziczka Gierzejów po swojej matce i pasierbica pułkownikowej, nigdy się na równi z przyrodnim rodzeństwem nie mogła uważać. W tęsknocie dopiero uczuła, że utraciła wiele, żałując nieraz, że mu za surowo dała uczuć gwałtowność i niewłaściwość postępku. Jeszcze podczas jego choroby przypuszczała, że ozdrowiawszy będzie bła-