Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 3
stolika i drzwi otworzył mniemając, że to Beleński albo Celestyn, co swoim zwyczajem często go odwiedzali przed wieczorem. — Laudetur Jesus Christus!
— In saecula. Jak się macie, ojcze Jakubie? Co tam słychać u kuma Szczepana, chrzestna córeczka wasza zdrowa, a Józiak co porabia? — zapytał wysyłając Stasia na dół.
— Ano źle słychać, panie budowniczy!... i u kuma Szczepana, i u Marcysi, a u Józiaka jeszcze gorzej!
— Siadajcież, ojcze poczciwy!... Cóż znowu tak złego?
— Ano, ante omnia, dominatio vestra, przyszedłem w imieniu Józiaka zaprosić na pogrzeb Michałkiewiczowej. Onegdaj to kobiecisko, namęczywszy się, nakwękawszy, wyzionęło ducha.
— Biedny chłopczyna, ledwie cudem wynalazł kogoś krewnego — i znów jak dawniej zostanie sierotą.
— Był ci on od dawna przygotowany na to; cierpiąc na suchoty, tlała tylko biedaczka, a teraz przy fladze, wilgoci skończyła sobie... Chłopczysko przyzwyczaił się do niej, pokochał i straszliwie boleje, chociaż, po Bogu a prawdzie, niby tam się nieco podłata po śmierci ciotki.
— Jak to?
— Ano zostawiła mu parę tysięczyn. Mógłby oto wyzwolić się na majstra, założyć sobie warsztacik jaki, wyszukać jaką hożą dzieweczkę, ożenić się i oto otoczyć rodziną, której mu brak, a do której tak zawsze wzdychał, proszę pana budowniczego, gdyby na nieszczęście...
— Cóż, ojcze Jakubie?
— Ano — po prostu z mostu, gdyby mu w łeb nie zalazła kowalczanka, której znowu brat pański zalazł,
— In saecula. Jak się macie, ojcze Jakubie? Co tam słychać u kuma Szczepana, chrzestna córeczka wasza zdrowa, a Józiak co porabia? — zapytał wysyłając Stasia na dół.
— Ano źle słychać, panie budowniczy!... i u kuma Szczepana, i u Marcysi, a u Józiaka jeszcze gorzej!
— Siadajcież, ojcze poczciwy!... Cóż znowu tak złego?
— Ano, ante omnia, dominatio vestra, przyszedłem w imieniu Józiaka zaprosić na pogrzeb Michałkiewiczowej. Onegdaj to kobiecisko, namęczywszy się, nakwękawszy, wyzionęło ducha.
— Biedny chłopczyna, ledwie cudem wynalazł kogoś krewnego — i znów jak dawniej zostanie sierotą.
— Był ci on od dawna przygotowany na to; cierpiąc na suchoty, tlała tylko biedaczka, a teraz przy fladze, wilgoci skończyła sobie... Chłopczysko przyzwyczaił się do niej, pokochał i straszliwie boleje, chociaż, po Bogu a prawdzie, niby tam się nieco podłata po śmierci ciotki.
— Jak to?
— Ano zostawiła mu parę tysięczyn. Mógłby oto wyzwolić się na majstra, założyć sobie warsztacik jaki, wyszukać jaką hożą dzieweczkę, ożenić się i oto otoczyć rodziną, której mu brak, a do której tak zawsze wzdychał, proszę pana budowniczego, gdyby na nieszczęście...
— Cóż, ojcze Jakubie?
— Ano — po prostu z mostu, gdyby mu w łeb nie zalazła kowalczanka, której znowu brat pański zalazł,
www.nfspolska.pl


