Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 28
znana, i do tego tacy szczupli, z cerą bez rumieńców, a nawet pokasłujący, wszak to zwykłe ideały panien młodszych i starszych. Może będąc jeszcze podlotką, wywierał na nią wrażenie w Gierzejach... Wspomnienia z tych lat są trwałe; Sarmiewicz teraz wyprzystojniał, imponować jej może ukształceniem, a że nie ma ani instynktu elegancji, ani wioski, ani dzierżawy, ani rozgałęzionej koligacji na prowincji i żyje z pracy, są to właśnie oryginalności, co mogą mu nawet dodawać zajęcia.
Beleński wstrzymał się nagle. Przy drugiej części jego domysłów Aniela zarumieniła się z lekka, pochyliła się nagle, podjęła świstek z dywanu i drąc w kawałki, rzekła z uśmiechem żartobliwym, również przymuszonym jak poprzedni:
— Cała ta wyrafinowana analiza i studiowanie gustu Karolci, zdaje mi się, że daremne. Skądże dowód, że do niej pisane... Czy innych Karolin nie ma na świecie?
— Zapewne! Natychmiast zwróciłem na to uwagę Celestyna, ale przypuściwszy, że tak jest i że zobopólnie spodobali się sobie, czybyś co miała przeciw temu, gdybym swatał poczciwego naszego Sarmiewicza z Karoliną.
— Mówisz na serio?
— Najbardziej na serio, Angélique!
— Pomagałabym ci jak najchętniej, ale wątpię, czy siostra, a zwłaszcza też mama, tak chętnie by to przyjęli jak my — odparła żywo, patrząc mu w oczy życzliwie.
— Serdecznie ucieszyłaś mnie, że się w tym względzie zgadzamy! — zawołał Beleński i wstawszy pocałował ją w rękę. — Czyby to źle było, gdyby nam przybył do familii uczciwy, pracowity, zdolny i specjalny człowiek, czy nie lepiej niż jaki tam
Beleński wstrzymał się nagle. Przy drugiej części jego domysłów Aniela zarumieniła się z lekka, pochyliła się nagle, podjęła świstek z dywanu i drąc w kawałki, rzekła z uśmiechem żartobliwym, również przymuszonym jak poprzedni:
— Cała ta wyrafinowana analiza i studiowanie gustu Karolci, zdaje mi się, że daremne. Skądże dowód, że do niej pisane... Czy innych Karolin nie ma na świecie?
— Zapewne! Natychmiast zwróciłem na to uwagę Celestyna, ale przypuściwszy, że tak jest i że zobopólnie spodobali się sobie, czybyś co miała przeciw temu, gdybym swatał poczciwego naszego Sarmiewicza z Karoliną.
— Mówisz na serio?
— Najbardziej na serio, Angélique!
— Pomagałabym ci jak najchętniej, ale wątpię, czy siostra, a zwłaszcza też mama, tak chętnie by to przyjęli jak my — odparła żywo, patrząc mu w oczy życzliwie.
— Serdecznie ucieszyłaś mnie, że się w tym względzie zgadzamy! — zawołał Beleński i wstawszy pocałował ją w rękę. — Czyby to źle było, gdyby nam przybył do familii uczciwy, pracowity, zdolny i specjalny człowiek, czy nie lepiej niż jaki tam
www.nfspolska.pl