Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 25
— Mon cher — allez vous en! Musiałeś po prysznicu zażyć gorętszego jakiego lekarstwa. Nie miałeś po co spieszyć się z tak ważną wiadomością... adieu!
— dodała z uśmiechem pogardliwym i wyszedłszy do sypialnego pokoju, drzwi za sobą zamknęła.
— Angélique — ten — Angélique — un moment!
— zawołał Celestyn, ale widząc, że nikt nie odpowiada, mruknął gniewliwie i poszedł na drugą stronę prosto do Beleńskiego, którego zastał w fotelu nad gazetami. Bez ogródki wypowiedział mu wszystko, co tylko Staś doniósł.
Beleńskiemu wydało się to z początku nieprawdopodobne, ale przeczytawszy świstek i zastanowiwszy się rzekł do Celestyna z wesołym uśmiechem:
— Zabronić mu nie można, żeby się kochał. Ze strony tak poczciwego i przyzwoitego człowieka nie mamy się powodu obawiać żadnej śmieszności. Ale to kwestia, czy spodobał się Karolci?
— Bóg — ten — wie — ale zamyśla się — mizernieje, jak to kiedy w Gierzejach bywał — jakże? Karmacki albo — ten — Mo — mo — Bogulewicz, albo...
— To jeszcze nie dowód... Może zamyślać się i mizernieć dla kogo innego. Zresztą il n'y a rien d'impossible ... zobaczymy!
— Będziemy obserwowali dziś przy — ten — przy obiedzie... już ja tam dopatrzę... A to pedagog — jakże mu tam? Sarmiewicz! śmiały, co? kto by się był spodziewał...
— Co chcesz, panie! Syn bardzo przyzwoitych rodziców, zdolny, pracowity... wprawdzie skuzynowany z tym osłem, jakimś tam Gulmańcewiczem, którego,
— dodała z uśmiechem pogardliwym i wyszedłszy do sypialnego pokoju, drzwi za sobą zamknęła.
— Angélique — ten — Angélique — un moment!
— zawołał Celestyn, ale widząc, że nikt nie odpowiada, mruknął gniewliwie i poszedł na drugą stronę prosto do Beleńskiego, którego zastał w fotelu nad gazetami. Bez ogródki wypowiedział mu wszystko, co tylko Staś doniósł.
Beleńskiemu wydało się to z początku nieprawdopodobne, ale przeczytawszy świstek i zastanowiwszy się rzekł do Celestyna z wesołym uśmiechem:
— Zabronić mu nie można, żeby się kochał. Ze strony tak poczciwego i przyzwoitego człowieka nie mamy się powodu obawiać żadnej śmieszności. Ale to kwestia, czy spodobał się Karolci?
— Bóg — ten — wie — ale zamyśla się — mizernieje, jak to kiedy w Gierzejach bywał — jakże? Karmacki albo — ten — Mo — mo — Bogulewicz, albo...
— To jeszcze nie dowód... Może zamyślać się i mizernieć dla kogo innego. Zresztą il n'y a rien d'impossible ... zobaczymy!
— Będziemy obserwowali dziś przy — ten — przy obiedzie... już ja tam dopatrzę... A to pedagog — jakże mu tam? Sarmiewicz! śmiały, co? kto by się był spodziewał...
— Co chcesz, panie! Syn bardzo przyzwoitych rodziców, zdolny, pracowity... wprawdzie skuzynowany z tym osłem, jakimś tam Gulmańcewiczem, którego,
www.nfspolska.pl