Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 24
kozetce, odwróciła oczy od książki francuskiej w świeżej okładce brukselskiej i niechętnie spojrzała na męża.
Qu'est-ce qu'il y a à vos ordres? Mów prędko! Jeszczem nie ubrana, a mam przed obiadem złożyć kilka wizyt.
— Jak będzie moja pani lepiej dysponowana, to powiem coś — ten — ważnego — wtrącił Celestyn prawie nieśmiało.
— Czegóż się tyczy to ważne? — zagadnęła żona ziewając.
— Ten — Karolci.
Voyons! Cóż takiego?
— Niepokoisz się, wiem, że zmizerniała i zamyślona od niejakiego czasu, jak to na wsi, kiedy bywał — jakże mu? — Karmacki, baron Sztatkopft.
— Starkopf.
— Aha! Sztarkopf albo młodszy — ten — Bardasiewicz.
— Proszę — jak pamięć służy! Przypuśćmy, że się niepokoję.
Eh bien?
— Może i wiem, czemu taka roztargniona?
Eh bien?
— Za — ten — zakochana.
— W kim?
— Można się mylić, ale zdaje mi się... Nie będziesz się gniewać?
— Nie.
— W Sarmiewiczu — to jest — ten — Sarmiewicz w niej — odparł Celestyn sięgając po świstek do kamizelki.