Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 23
„...wybacz, aniele, takiej śmiałości, ale gdzie prawdziwe, święte uczucie przejmuje po raz pierwszy serce szczere, niezdolne udawać, nikną z oczu czcze wymagania towarzyskie. Karolino! gdybyś miała gniewać się na mnie, nie uwierzysz, jakbym bolał..."
— Stasiu! — ten — głupiś — odparł ojczym chowając machinalnie świstek do kamizelki — to wyraźnie wypisane z jakiejś książki francuskiej.
— Aha! wypisane... Widziałem, jak pan Sarmiewicz pisał to wczoraj z rana, potem zamknął do biurka na klucz, a wieczorem, kiedy się kładłem spać, podarł i rzucił do pieca... ten kawałek leżał przy piecu, podjąłem...
— Albo to tylko twojej siostrze na imię — jakże — Karolina. Pewno pisał do jakiejś kuzynki, ciotki, siostry lub coś — ten — a najpewniej na żarty. Nie dobrze szpiegować kogo i zbierać papierki, może z tego powstać najniewinniej plotka jaka. Nużby się pan — jakże? — pan Sarmiewicz dowiedział — rozumiesz? Ja przed nikim nie powiem, ale niech cię Pan Bóg broni, Stasiu, żebyś przed kim słówko pisnął. Idź na górę do książki, jeszcze parę godzin do obiadu. A gdzie — ten — cygarniczka? — zawołał macając się po kieszeniach.
— Musiał pewno papa w swoim pokoju zostawić — odparł pasierb czując ją w swojej kieszeni i wiedząc, że tam położy po wydostaniu kilku cygar.
Wyrostek odszedł, a Celestyn ze sali bilardowej, która była w mieszkaniu Beleńskich, ciężkim krokiem przeszedł na drugą stronę pierwszego piętra i zbliżywszy się na palcach do buduaru żony zastukał:
Entrez! — odezwał się głos niecierpliwy. Celestynowa, jeszcze w negliżu, wygodnie siedziała na