Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 2
spostrzeżeń, do bilardu i do gier komersowych nie brak mu było przebiegłości, filuterii i sprytu, co to często tak mylnie u młodych chłopców mają za zdolność wszechstronną. Kładą nawet na karb próżniactwa, niechęci ucznia lub też nieudolności nauczyciela opieszałość w nauce, do pojmowania której albo chłopiec nie ma daru, albo też zdolność jego za wcześnie poszła w inną jakąś, pseudopraktyczną stronę i rozwijając się na niej, trudno jej zwrócić się do cierpliwego, szkolnego pobierania nauki. Wykładając mu, na przykład, język polski, daremnie Paweł usiłował obudzić w nim zastanowienie, wywołać jaką myśl z łepetyny zakutej — działał tylko biernie i machinalnie, powtarzając za panią matką pacierz i najczęściej pamięć, obejmująca wybornie wszystkie karty w partii preferansa, kilku reguł gramatycznych w żaden sposób zatrzymać nie mogła dokładnie. Męczył się nauczyciel, wpadał na najrozmaitsze koncepta ułatwienia mu i ożywienia przedmiotu. Mówiąc z nim, zdawało się, że te żywe oczy pojmują i przytomnie spoglądają; w parę godzin potem zapominał o wszystkim, a chłopczyna mimo rozbisurmanienia i rozpróżniaczenia serce miał wyborne, śmiały był i naprawdę przywiązany do Pawła, któremu jednak niewczesne nauczycielstwo kością w gardle stało — i byłby je natychmiast porzucił, gdyby nie nawykł znów do codziennego widywania i uwielbiania w skrytości ducha oczu archanielskich. Nie wyobrażał sobie, jakby się mógł pozbawić tych ożywiających wrażeń i wzruszeń, których niewinnej tajemnicy, mniemał, że nikt nie zdoła odgadnąć. Tego dnia jednak głąbowatość i niepojętność ucznia zniecierpliwiła go zanadto, cisnął książkę o ziemię. Na szczęście, wszedł ktoś do pierwszego pokoju, wstał szybko od
www.nfspolska.pl