Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 17
potrafiłem go ocenić i jestem nie wiedzieć kim, czy najpiękniejszej partii zrobić nie może... bywając zwłaszcza w wyższych towarzystwach, gdzie tak dalece jest pożądany — rzekł Jabłuszko, któremu oczki drżały nadzwyczaj szybko spod okularów i złośliwy, brzydki uśmiech przebiegł niepostrzeżony po wąskich, zaciśniętych wargach.
— Jednakże, panie Baltazarze, jako matka, ani chcę, ani mogę przepisywać synowi memu żądnej roli w tym rodzaju i choć już sama przedtem dałam mu do zrozumienia, żeby dla Szczepaniaka okazywał więcej grzeczności, jednak wyraźnie nie potrafiłabym rozprawiać z nim o tym przedmiocie.
— Jak najprawdziwsza prawda i najsłuszniejsza słuszność, pani dobrodziejko... Racz więc pani Kontrolerowa nie brać mi za złe, że go sam poinformowałem w tej mierze. Gdybym zaś uważał, że potrzeba jeszcze kogoś, czyje zdanie większy wpływ wywrze na nim, wezwę na pomoc Domci. Pan Marcel jakoś słucha jej dosyć... a ona po prostu w nim zakochana, daję najświętsze słowo honorowe, zakochana... — dodał z przykrym uśmiechem Jabłuszko poprawiając okulary i robiąc szczękami niecierpliwie.
— Widać, miłość to bezpieczna, kiedy sam mąż mówi tak o niej z uśmiechem.
— Najbezpieczniejsza, pani Kontrolerowo dobrodziejko, najbezpieczniejsza — odparł Baltazar cieńszym głosem niż zwykle. — Ale stąpa ktoś po wschodach, zapewne pan Marcel, bo jak wspomniałem pani dobrodziejce, wiedziałem, że dziś ma być na lekcji i zarazem odwiedzić panią dobrodziejkę... Tak więc, łaskawa pani Kontrolerowo dobrodziejko, spodziewajmy się, że bez zawodu wygramy, ale przygotujmy się na wszystkie ewentualności, jak powiada pan adwokat, przygotujmy!
— Jednakże, panie Baltazarze, jako matka, ani chcę, ani mogę przepisywać synowi memu żądnej roli w tym rodzaju i choć już sama przedtem dałam mu do zrozumienia, żeby dla Szczepaniaka okazywał więcej grzeczności, jednak wyraźnie nie potrafiłabym rozprawiać z nim o tym przedmiocie.
— Jak najprawdziwsza prawda i najsłuszniejsza słuszność, pani dobrodziejko... Racz więc pani Kontrolerowa nie brać mi za złe, że go sam poinformowałem w tej mierze. Gdybym zaś uważał, że potrzeba jeszcze kogoś, czyje zdanie większy wpływ wywrze na nim, wezwę na pomoc Domci. Pan Marcel jakoś słucha jej dosyć... a ona po prostu w nim zakochana, daję najświętsze słowo honorowe, zakochana... — dodał z przykrym uśmiechem Jabłuszko poprawiając okulary i robiąc szczękami niecierpliwie.
— Widać, miłość to bezpieczna, kiedy sam mąż mówi tak o niej z uśmiechem.
— Najbezpieczniejsza, pani Kontrolerowo dobrodziejko, najbezpieczniejsza — odparł Baltazar cieńszym głosem niż zwykle. — Ale stąpa ktoś po wschodach, zapewne pan Marcel, bo jak wspomniałem pani dobrodziejce, wiedziałem, że dziś ma być na lekcji i zarazem odwiedzić panią dobrodziejkę... Tak więc, łaskawa pani Kontrolerowo dobrodziejko, spodziewajmy się, że bez zawodu wygramy, ale przygotujmy się na wszystkie ewentualności, jak powiada pan adwokat, przygotujmy!
www.nfspolska.pl