Domek przy ulicy Głębokiej cz. 4 (Wolski Włodzimierz)
Strona 14
odstąpienie interesu, ale za sumę tak niską, że to tylko śmiechu warte.
— Pewno Żydostwo, najłaskawsza pani, gniewając się, że to nie oni sami zwąchali u Mośkowej Sznapsfogel taki interesik, muszą w najgorszym świetle przedstawiać obecny stan sprawy — i nawet, jestem nie wiedzieć kim, czy nie czernią mnie samego przed panią dobrodziejką.
— Choćby i tak było, to łatwo przecie domyślić się, że intrygują, aby nastraszyć mnie i zniewolić do odstąpienia sprawy jak najtaniej.
— Bodaj to rozumna kobieta! — zawołał zachwycony pan Jabłuszko. — Pochlebiać pani dobrodziejce ani myślę, ani potrafiłbym... bo pani masz zanadto rozumnego rozumu, żeby nie poznać się natychmiast na pochlebstwie... ale, na moje honorową uczciwość, rozumniejsza i domyślniejsza pani dobrodziejka od trzech mężczyzn przynajmniej. Prosta rzecz, a to właśnie najtrudniej każdą prostą rzecz zrozumieć...
— Barbones nie ośmieliłby się nachodzić mnie tak często, gdyby na nieszczęście nie był kredytorem moim i poczciwego Szczepańskiego, który dwukrotnie zaręczył za nas, jak mi to sam doradzałeś, panie Baltazarze! I przyznam się panu, że to właśnie najbardziej mnie niepokoi. Doliczając zaręczenie winniśmy mu prawie do dziesięciu tysięcy. U takiego człowieka suma ta znaczy niemało i gdyby, przypuściwszy, czego Boże broń, nieszczęście mnie spotkało, a nie byłoby z czego oddać Szczepańskiemu, w ziemię bym się schowała albo umarła ze wstydu, bo, pomyśl pan sam, panie Baltazarze, co by to była za okropność.
— Najniewątpliwiej, pani Kontrolerowo dobrodziejko, najokropniejsza okropność, gdyby przypuścić można, że sprawę przegramy... ale o to najmniejszej nie mam obawy, cienia wątpliwości, pani dobrodziejko!
— Pewno Żydostwo, najłaskawsza pani, gniewając się, że to nie oni sami zwąchali u Mośkowej Sznapsfogel taki interesik, muszą w najgorszym świetle przedstawiać obecny stan sprawy — i nawet, jestem nie wiedzieć kim, czy nie czernią mnie samego przed panią dobrodziejką.
— Choćby i tak było, to łatwo przecie domyślić się, że intrygują, aby nastraszyć mnie i zniewolić do odstąpienia sprawy jak najtaniej.
— Bodaj to rozumna kobieta! — zawołał zachwycony pan Jabłuszko. — Pochlebiać pani dobrodziejce ani myślę, ani potrafiłbym... bo pani masz zanadto rozumnego rozumu, żeby nie poznać się natychmiast na pochlebstwie... ale, na moje honorową uczciwość, rozumniejsza i domyślniejsza pani dobrodziejka od trzech mężczyzn przynajmniej. Prosta rzecz, a to właśnie najtrudniej każdą prostą rzecz zrozumieć...
— Barbones nie ośmieliłby się nachodzić mnie tak często, gdyby na nieszczęście nie był kredytorem moim i poczciwego Szczepańskiego, który dwukrotnie zaręczył za nas, jak mi to sam doradzałeś, panie Baltazarze! I przyznam się panu, że to właśnie najbardziej mnie niepokoi. Doliczając zaręczenie winniśmy mu prawie do dziesięciu tysięcy. U takiego człowieka suma ta znaczy niemało i gdyby, przypuściwszy, czego Boże broń, nieszczęście mnie spotkało, a nie byłoby z czego oddać Szczepańskiemu, w ziemię bym się schowała albo umarła ze wstydu, bo, pomyśl pan sam, panie Baltazarze, co by to była za okropność.
— Najniewątpliwiej, pani Kontrolerowo dobrodziejko, najokropniejsza okropność, gdyby przypuścić można, że sprawę przegramy... ale o to najmniejszej nie mam obawy, cienia wątpliwości, pani dobrodziejko!
www.nfspolska.pl